Andora, małe państwo w Pirenejach

O Andorze wiedziałem tylko tyle, że to jeden z najmniejszych krajów na świecie (powierzchnia samej Warszawy jest nieco większa), i że leży gdzieś w Pirenejach. Kiedy w zeszłym roku wybraliśmy się jesienią na 5 dni do Katalonii, w której już kiedyś byliśmy, postanowiłem, że wynajmiemy samochód i odwiedzimy ten kraj. Dlaczego właśnie tam? Bo nie znałem nikogo, kto by tam kiedyś był. Spędziliśmy tam tylko niecałe dwa dni – oj jak bardzo żałuję, że aż tak krótko. Warto tam wrócić latem, bo jest mnóstwo szlaków górskich, albo zimą, żeby pojeździć na nartach. Z ciekawostek: językiem urzędowym jest język kataloński, a Księstwo Andory ma dwie głowy państwa, którymi są prezydent Francji oraz biskup katalońskiego miasta Seo de Urgel. Andora nie należy do Unii Europejskiej, co miało kosmicznego przełożenie na ceny rozmów w roamingu (minuta połączenia to 5 złotych).

Kiedy wylądowaliśmy w Barcelonie, wypożyczyliśmy samochód. Wylądowaliśmy blisko północy, a i tak spędziłem w wypożyczalni jakąś godzinę na kłótni, że Fiat Grande Punto to nie jest Ford Focus, który rezerwowałem. Jednak skończyło się na tym Fiacie, który ledwo się wspiął w Pireneje 😉 Ale jednak się udało. Zamieszkaliśmy w hotelu Mola Park w centrum miasteczka Escaldes-Erdogany, tuż obok budynku miejscowego aquaparku. Escaldes-Erdogany to druga co do ilości mieszkańców miejscowość w kraju, chociaż przylega bezpośrednio do stolicy kraju Andora La Vella. W obydwu tych miejscowościach czuć klimat wolnocłowej enklawy, miałem wrażenie dookoła jest sporo przyjezdnych, ale takich, którzy przyjechali głównie na zakupy.

Andora – ścieżka górska Turer koło miejscowości Ordino

My nie przyjechaliśmy tam na zakupy, ale zobaczyć z bliska Pireneje. W Andorze jest mnóstwo szlaków pieszych, o zróżnicowanym stopniu trudności. My wybraliśmy szlak Turer koło wioski Ordino, którego profil odpowiadał możliwościom czteroletniego Hhabicza. Szal ma 3 kilometry długości i 200 metrów przewyższenia. Szlak prowadzi przez kilka punktów widokowych. Góry ładnie się prezentowały, szczególnie, że jesień zdążyła już pokolorować liście drzew. Hhabicz dał sobie świetnie radę. Na początku trochę mi było szkoda, że to taki krótki mały szlak. Ale wszystko wynagrodziła satysfakcja z tego, że mały tak dobrze dał sobie radę. Widoki mieliśmy tylko dla siebie, nie spotkaliśmy ani jednej osoby 😉

Andora – stacja narciarska Vallnord Arcalis

Po przejściu ścieżki Turer pojechaliśmy samochodem dalej na północ. W Andorze zimą można nieźle poszaleć na nartach. Podjechaliśmy pod jedną ze stacji narciarskich, Vallnord Arcalis. Stacja jest położona na wysokości 1940 m.n.p.m. Nasz wypożyczony Fiat Grande Punto zdołał wjechać na tę wysokość. Widoki mieliśmy naprawdę znakomite. Szkoda tylko, że nie kursował żaden z wyciągów, żeby wjechać gdzieś wyżej. W sumie to zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że i tam nikogo nie spotkaliśmy.

Park Naturalny Sorteny

Pojechaliśmy jeszcze w jedno miejsce, do Parku Naturalnego Sorteny. Hhabicz spał w najlepsze w samochodzie, a my w tym czasie sobie posiedzieliśmy i popatrzyliśmy na widoki. Szczyty na terenie parku sięgają ponad 2900 m.n.p.m. Szlaki w parku prowadzą koło jeziorka l’Estanyo, można spotkać dziki i podobno jest tam zatrzęsienie bogactwa różnych gatunków roślinności. Wygląda na to, że będę musiał tam jeszcze wrócić.

Następnego dnia ruszyliśmy z powrotem w kierunku Katalonii. Pod drodze wśród Pirenejów nad rzeką Segre, więc ładnych widoków do podziwiania z samochodu nie zabrakło. Nawet w pewnym momencie zatrzymałem samochód, bo widok na całe pasmo Pirenejów był naprawde niesamowity, jakby trochę w klimacie Dzikiego Zachodu z Ameryki.

Przydatne linki:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.