Góry Stołowe – w skalnych labiryntach

Taras widokowy na szlaku na Szczelińcu

Góry Stołowe to świetny pomysł, jeśli człowiek chce jechać w góry, a musi ze sobą zabrać Hhabicza, który ma 5 lat i na Orlą Perć nie pójdzie. Pojechaliśmy tam na długi weekend sierpniowy. Było sporo ludzi, to fakt, ale mimo to krajobrazy robią takie wrażenie, że nawet tłumy turystów tego nie zepsuły. Najciekawsze atrakcje to szlak na Szczelińcu Wielkim i skalny labirynt w Błędnych Skałach.

Góry Stołowe – Szczeliniec Wielki

Szczeliniec Wielki to najwyższy szczyt w paśmie Gór Stołowych, wznosi się na 919 m.n.p.m. My wybraliśmy się na szlak z miejscowości Karłów. W Karłowie można zostawić samochód na parkingu nieopodal miejsca, gdzie zaczyna się szlak. Szlak jest dosyć szczególny, składa się głównie ze schodów, których jest podobno 665. W każdym razie dość sprawnie i szybko udało nam się dotrzeć na szczyt, na którym stoi schronisko górskie. Schronisko znajduje się tuż przy tarasach widokowych, z których roztacza się piękna panorama na okolicę. Wstęp na dalszą część szlaku jest płatny (z racji długiego weekendu spędziliśmy w kolejce jakąś godzinę). Dalsza część szlaku wiedzie przez labirynt skalny, wzdłuż którego znajdują się fantazyjne formacje skalne o m.in. takich nazwach jak Wielbłąd, Tron Liczyrzepy czy Kwoka, która chyba najbardziej kształtem przypominała pierwowzór 🙂 Szlak jest urozmaicony, a to wąskie przejścia między skałami, a to kolejne tarasy z widokami. Szło się przyjemnie i nikt się nie nudził.

Góry Stołowe – Błędne Skały

Błędne Skały to taki malowniczy skalny labirynt. Z Karłowa do Błędnych Skał można dotrzeć drogą w kierunku Kudowy Zdrój. Ten odcinek drogi nosi nazwę “Drogi Stu Zakrętów”. Parking znajduje ok. 4 kilometry za Karłowem. Z parkingu pod Błędne Skały można iść piechotą 3,5 kilometra, lub wjechać na górny parking. Ta druga opcja wiąże się z dodatkową opłatą za parking. Trzeba też chwilę poczekać, bo ruch na odcinku drogi pod górny parking jest wahadłowy. W każdym razie te Błędne Skały okazały się po prostu świetne. Żeby przejść szlak trzeba się trochę naschylać i nagimnastykować, miejscami jest wąsko i nisko. Skały są naprawdę niesamowite. Nie mogłem się nadziwić, jak to się w ogóle stało, że Natura coś takiego stworzyła. Hhabicz też był zachwycony tym labiryntem. Po wyjściu z labiryntu, szlak prowadzi linią granicy z Czechami.

Po takich atrakcjach podjechaliśmy do Kudowy Zdrój na zasłużony obiad, który zjedliśmy w restauracji W Starym Młynie. Można zamówić pstrąga, który jest łowiony tuż przed podaniem. Restauracja leży poza centrum, na uboczu. Można było  usiąść na tarasie i spokojnie sobie posiedzieć. Niestety, nie zdążyliśmy już zobaczyć w Kudowie słynnej kaplicy czaszek.

Bazylika w Wambierzycach

Kiedy wracaliśmy na nasz nocleg, postanowiłem pojechać przez Wambierzyce. W Wambierzycach znajduje się bazylika, którą kojarzyłem z dzieciństwa ze zdjęć na pocztówkach wysyłanych z Kotliny Kłodzkiej. Dotarliśmy tam już o zmroku. Warto się tu zatrzymać – bazylika ma charakterystyczną fasadę. Do bazyliki wiodą schody, które też sprawiają, że budynek robi  wrażenie. Ciekawe jest to, jaki charakter nadaje budynek bazyliki Wambierzycom, które są małą miejscowością.

Kolejnego dnia czekały nas kolejne atrakcje w Skalnym Mieście w Adrszpaskich Skałach już po czeskiej stronie granicy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *