Jura Krakowsko-Częstochowska – zamki, jaskinie i skały

Nie jestem pewien, czy Jura Krakowsko-Częstochowska to dobry pomysł na weekend. Tam naprawdę jest co robić przez cały tydzień. Szlak Orlich Gniazd, Ojcowski Park Narodowy, Jurajskie Parki Krajobrazowe, Pustynia Błędowska, skałki, jaskinie… No i jeszcze super okolice do jeżdżenia rowerem. Ja zabrałem tam rodzinę na trzy dni, na koniec urlopu, który spędziliśmy nad morzem. Nad morzem oczywiście było sympatycznie i w ogóle, ale potrzebowałem też paru chwil w jakimś terenie oddalonym od zbiorników wodnych. No i padło na Jurę.

Jura Krakowsko-Częstochowska – Ojcowski Park Narodowy

Nocleg zamówiliśmy w Zajeździe Zazamcze, w samym środku Ojcowskiego Parku Narodowego. Zajazd Zazamcze to rodzinny pensjonat. Najfajniejsze w tym miejscu było to, że wokół był sporo miejsca, gdzie można było z Hhabiczem grać w piłkę, czy w badmintona. Wokół cisza, spokój, szum rzeki, mgła – dokładnie tak, jak lubię najbardziej. Do centrum Krakowa jest w sumie tylko 25 kilometrów, więc na luzie można byłoby zorganizować sobie bazę w Krakowie. W zajeździe można też było wypożyczyć rower, z czego oczywiście skorzystaliśmy. Był też rower z fotelikiem, w który wepchnęliśmy Hhabicza – wtedy jeszcze jakoś się tam zmieścił.

W Ojcowskim Parku Narodowym i wokół niego zostało wyznaczonych sporo szlaków rowerowych. Szlaki są bardzo urozmaicone, wiodą przez lasy, pola, łąki, okoliczne wioski, pod górki i z górki. Niektóre bardziej strome fragmenty mnie osobiście zmuszały do zejścia z roweru. Co i rusz mijaliśmy po drodze (a raczej to oni nas mijali) ostro trenujących kolarzy. Trasy rowerowe przebiegają fragmentami poza granicami parku narodowego – sam Ojcowski Park Narodowy jest najmniejszym parkiem w Polsce. Park został wyznaczony na obszarze dolin rzek Prądnik i Sąspówka. Doliny tworzą jary głębokie na około 100 metrów. W dolinach wszędzie pełno białych wapiennych skał, które momentami tworzą ciekawe formacje skalne.

Zamki w Pieskowej Skale i w Ojcowie

Jedną z najsłynniejszych takich formacji skalnych jest Maczuga Herkulesa. Maczuga jest położona tuż obok Zamku w Pieskowej Skale. Zamek w Pieskowej Skale to jeden z najbardziej znanych polskich zabytków epoki Odrodzenia. Jak chyba każdy zamek w Polsce, posiada bardzo burzliwą historię. Bywał już ruiną (po potopie szwedzkim), nie raz trawił go pożar. Ale znaleźli się ludzie, którzy skutecznie zawalczyli o odbudowę zamku. Trafiliśmy akurat na moment, kiedy zamek był remontowany i tym samym zamknięty do zwiedzania. Czyli dodatkowy powód, żeby tam wrócić.

Na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego znajduje się też inny zamek – Zamek w Ojcowie. W odróżnieniu od Zamku w Pieskowej Skale, Zamek w Ojcowie znajduje się w stanie ruiny. Z terenu zamku roztacza się piękna panorama na Dolinę Prądnika. Z ciekawostek – na terenie dziedzińca zamku znajduje się wykuta w skale 50-metrowa studnia. Studnia działa na wyobraźnię – w starych czasach to się jednak o takie podstawowe rzeczy musieli mocno natrudzić.

Grota Łokietka

W południowej części parku najsłynniejsze formacje skalne to Brama Krakowska i Rękawica. Rękawicę szczególnie dobrze widać z góry, ze szlaku wiodącego do Jaskini Ciemnej. My z kolei wybraliśmy inną jaskinię do zwiedzenia, Grotę Łokietka. Podobno dojście do Groty Łokietka jest łatwiejsze, stąd zlitowaliśmy nad Hhabiczem i wybraliśmy tę opcję. Podejście z dna doliny do wejścia do jaskini to jakaś godzina (w warunkach chodzenia z czterolatkiem). Grota Łokietka to największa jaskinia w parku.

Znana legenda głosi, że w jaskini ukrywał się Władysław Łokietek, który ukrywał się przed ścigającymi go Czechami. Podobno uratował go pająk, który na wejściu do jaskini utkał pajęczynę. Pajęczyna miała według legendy odwieść Czechów od sprawdzenia, czy Władysława nie ma w jaskini. Łokietek miał się ukrywać w jaskini sześć tygodni. Jeśli rzeczywiście tak było, to chyba nieźle się tam wymarzł. Zmarzluchom (takim jak Hhabina) polecam zabrać do plecaka jakąś bluzę, bo w środku panuje temperatura około 7 stopni Celsjusza.

Na cześć Łokietka, w jaskini pełno jest nazw nawiązujących do legendy. Korytarze jaskini łączą sale, nazwane jako Sala Rycerska, Sypialnia i Kuchnia. W tych salach Łokietek miał odpowiednio przyjmować gości, spać i jeść. Formacji naciekowych jest mało, zostały zniszczone w XIX, kiedy jaskinia była dostępna bez ograniczeń i zwiedzający powszechnie zabierali sobie fragmenty takich formacji na pamiątkę. Podsumowując, Grota Łokietka świetnie się nadaje na to, żeby dać dzieciakom szanse na zobaczenie jaskini pierwszy raz. Jest w miarę łatwo dostępna, w środku jest oświetlona i posiada ułatwienia w postaci schodów, co znacznie ułatwia poruszanie się po niej.

Jura Krakowsko-Częstochowska – Szlak Orlich Gniazd

Jura Krakowsko-Częstochowska posiada wielką atrakcję, jaką są zamki stanowiące Szlak Orlich Gniazd. Na Szlak Orlich Gniazd składa się kilkanaście zamków rozrzuconych na obszarze między Krakowem i Częstochową. Zamki zostały wybudowane w XIV wieku i służyły temu, żeby chronić Małopolskę przed najazdami Czechów. Znane powiedzenie o Kazimierzu Wielkim, że zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną, tutaj wydaje się być szczególnie zasadne. Do grona Orlich Gniazd należą między innymi zamki w Pieskowej Skale i Ojcowie. Ostatniego pobytu na Jurze wykorzystaliśmy, żeby zobaczyć kilka innych zamków.

Ale zanim zobaczyliśmy zamki, po drodze zahaczyliśmy o Pustynię Błędowską. Zawsze mi się wydawało niesamowite, że w Polsce mamy pustynię, i dopiero teraz udało mi się zobaczyć ją pierwszy raz. W ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci pustynia powoli zarasta. Tereny, na których wciąż znajdują się odsłonięte wydmy, najlepiej widać od strony miejscowości Chechło. W Chechle znajdują się drogowskazy, które kierują do punktu widokowego. Takie cuda warto zobaczyć, kiedy się przejeżdża w okolicy.

Ogrodzieniec, Mirów i Bobolice

Potem ruszyliśmy w kierunku Ogrodzieńca. Tam znajdują się ruiny kolejnego Orlego Gniazda. Ruiny Zamku w Ogrodzieńcu prezentują się niesamowicie. Zamek wraz ze skała, na której został zbudowany, tworzą krajobraz, który bardzo mi się podobał. Klimat jest taki, że legendy o duchach, uwięzionych w wieży księżniczkach i rycerzach same się człowiekowi cisną do głowy. Na bilecie wstępu widniała pomocna instrukcja, co i w jakiej kolejności należy zwiedzać. Czy Hhabiczowi się podobało? Tak, a szczególnie taki sztuczny tor saneczkowy, który wraz z innymi odpustowymi atrakcjami znajduje się w pobliżu zamku. No cóż, dla każdego coś miłego 😉

Na sam koniec wycieczki pojechaliśmy zobaczyć dwa kolejne zamki w MIrowie i w Bobolicach, położone blisko siebie w odległości 1,5 kilometra. Szczególnie podobał mi się Zamek w Mirowie, również w ruinie. Zamek w Mirowie nie jest udostępniany do zwiedzania, można go tylko oglądać z zewnątrz. Do Zamku w Bobolicach najlepiej pójść pieszo wytyczoną ścieżką. Zamek w Bobolicach został odbudowany przez obecnych właścicieli zamku. Jakoś mam mieszane odczucia. Z jednej strony to świetnie, że ktoś się podejmuje odbudowy takich zabytków. Z drugiej strony momentami wydaje się, że w tym zamku więcej jest elementów współczesnych niż oryginalnych.

Jura Krakowsko-Częstochowska to kolejne zamki i parki krajobrazowe, no i raj dla osób uprawiających wspinaczkę. I mnóstwo pięknych tras na rower. Mam wrażenie, że ten weekend tylko zaostrzył mój apetyt na atrakcje w tym regionie. Na pewno do zobaczenia jeszcze raz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.