Parki narodowe w Sierra Nevada w Kalifornii

Park Narodowy Yosemite, ściana Half Dome

Sierra Nevada to pasmo górskie w Kalifornii, na terenie którego znajdują się trzy parki narodowe: Sequoia, King’s Canyon oraz Yosemite. Na terenie Sierra Nevada znajduje się Mount Whitney, najwyższy szczyt USA poza Alaską. Kiedy planowałem trasę objazdu po zachodzie USA, te trzy parki położone niedaleko siebie aż się prosiły, by dodać je do celu podróży. Dałem się uprosić raczej łatwo ;-), szczególnie kusiła mnie legenda Yosemite, jednego z najbardziej popularnych parków narodowych w całych Stanach,

Z krainy kanionów do Sierra Nevada

Do Sierra Nevada udaliśmy się po zwiedzeniu krainy kanionów. Po obejrzeniu Wielkiego Kanionu nocowaliśmy w Flagstaff. Następnego dnia przejechaliśmy 950 kilometrów, aż do miasteczka Three Rivers położonego tuż pod parkiem Sequoia. To był mój rekord długości trasy przejechanej samochodem jednego dnia, pobity dopiero na wycieczce do Chorwacji (około 1050 kilometrów z Zagrzebia do Warszawy). Trasa nie była uciążliwa, jazda po Stanach to prawdziwa atrakcja – ciągle człowiek ma deja vu, jakby znajdował się w jakimś obejrzanym kiedyś filmie. To wrażenie było szczególnie silne tego dnia.

Postanowiliśmy bowiem w Seligman opuścić autostradę i przejechać odcinek około 150 kilometrów do Kingman słynną Route 66. Historia w zasadzie rodem jak ze słynnej kreskówki Auta. Przejeżdżaliśmy przez wymarłe miasta, gdzieś obok wiły się tory kolejowe, droga praktycznie pusta – spotkaliśmy jakieś pojedyncze samochody na tej trasie. No i oczywiście tak się złożyło, że na tym odcinku Route 66 trzeba było zatankować samochód. Znaleźliśmy jakąś czynną stację benzynową w jednym z tych miast typu widmo. Na stacji nawet nie było info, po ile paliwo. Zatankowałem jakieś 10 litrów, żeby tylko dojechać do jakiejś normalnej stacji dalej przy autostradzie, Żeby zapłacić, wchodziło się do środka przez drzwi wahadłowe – takie jak do jakiegoś saloonu w pierwszym lepszym westernie. A w środku przywitał mnie typ z brodą do pasa, normalnie jak z ZZ Top. Od razu się zorientował, że chciałem się posikać ze strachu i obśmiał mnie na cały głos 😉

Sierra Nevada zatrzymują chmury z deszczem znad Pacyfiku. Dlatego krajobraz na wschód od pasma jest pustynny, zaś na wygląd zachodnich stron pasma jest zbliżony do alpejskiego, Co ciekawe, tak drastyczna zmiana krajobrazu następuje jakby w jednym miejscu – jechaliśmy od wschodu, podjeżdżamy pod górę, a tu nagle koniec pustyni i zaczynają się lasy.

Do Three Rivers zajechaliśmy w okolicach zmierzchu. Powietrze było zupełnie inne niż krainie kanionów – orzeźwiające, przesycone zapachem roślinności. Przed Three Rivers zatrzymaliśmy się nad pobliskim jeziorem Kaweah, żeby popatrzeć na piękny zachód słońca.

Park Narodowy Sequoia

Choć na mapie wydawało się, że Three Rivers znajduje się tuż przy samym parku Sequoia, to jednak potrzeba dobrą godzinę, żeby dojechać do “lasu olbrzymów” (Giant Forrest), potrzeba dobrą godzinę. Jedzie się górska, krętą drogą – osoby z chorobą lokomocyjną, jak co poniektórzy, nie byli zachwyceni liczbą zakrętów 😉 Po drodze warto zatrzymać przy punkcie widowkowym Amphitheater Point i popatrzeć na piękne widoki.

Las olbrzymów, to oczywiście skupisko sekwoi, mamutowców olbrzymich, czyli największych drzew na świecie. Najbardziej znanym drzewem jest sekwoja nazwana General Sherman. To największe wciąż żyjące drzewo na świecie pod względem objętości. Swoją drogą – w ogóle mnie dziwi, że największe drzewo na świecie jest w USA – tam wszystko jest największe, samochody, kaniony, ludzie, drzewa … 😉 Szacuje się, że General Sherman rośnie już około 2500 lat.

Spacer po lesie olbrzymów to jedyna chyba możliwość, żeby zafundować sobie zmniejszenie do rozmiarów krasnoludka. Te sekwoje są naprawdę gigantyczne. I to nie jest kwestia, że są tam trzy tego typu drzewa, jest ich całe mnóstwo. Zapamiętałem też wyrwane drzewo, które dawało możliwość obejrzenia korzenia takiego giganta – kosmos.

Park Narodowy King’s Canyon

Jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy z parku Sequoia do parku King’s Canyon. Parki sąsiadują ze sobą – ciekawe, że też nie stworzyli jednego parku, tylko chroniony obszar podzielili na dwa odrębne parki. W każdym razie – mimo sąsiedztwa, czekało nas kolejne 1,5 godziny w samochodzie. Jedzie się tam górskimi drogami, z tysiącem zakrętów i średnia prędkość to jakieś 30 – 40 kilometrów na godzinę.

Wydaje się, że spośród wszystkich trzech parków narodowych położonych na terenie Sierra Nevada, do King’s  Canyon zajeżdża najmniej osób. Park ma charakter typowo górski, są piękne krajobrazy, w tle szumią wodospady i górska rzeka.Widoki rzeczywiście może i nie są aż tak spektakularne jak w Yosemite, ale park ma swój unikalny charakter i urok. Są też kolejne gigantyczne sekwoje 😉

Tego samego dnia czekała nas jeszcze dalsza droga – dojechaliśmy do Oakhurst w okolice parku Yosemite, gdzie zatrzymaliśmy się na nocleg.

Park Narodowy Yosemite

Park Narodowy Yosemite jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To prawdziwa bomba – widoki są tu przekosmicznie piękne. W Yosemite byliśmy w pierwszej połowie maja, więc grubo przed sezonem. Już wtedy było sporo turystów, więc w sezonie panuje pewnie oblężenie. Ale miejsce zapiera dech w piersi i polecam je szczerze każdemu, nawet w towarzystwie tłumów turystów. Najbardziej znany obszar parku tworzy bajecznie zielona dolina, otoczona pionowymi wysokimi ścianami. Ściany El Capitan czy Half Dome wyglądają na zupełnie niedostępne, nie można od nich oderwać oczu. Ze ścian spływają wodospady.

W środku parku, w Dolinie Yosemite, znajduje się infrastruktura kempingowa, co też zapewne wpływało na to, że o tej porze roku było tam już sporo ludzi. Można tam też wypożyczyć rowery i pojeździć po dolinie. Przez park wiedzie droga Tioga Road, którą można się przedostać na wschodnią stronę pasma Sierra Nevada. Najwyższym punktem drogi jest przełęcz Tioga Pass, wznosząca się na nieco ponad 3000 m.n.p.m. Niestety, droga jest zamykana zimą i w pierwszej połowie maja była wciąż nieprzejezdna.

Nie wiem, czy będzie jeszcze taka okazja, ale do Yosemite bardzo chętnie bym wrócił. Z tego jednego dnia zachowało mi się mało zdjęć – to chyba efekt zachwytu, który sprawił, że człowiek nawet nie myślał o robieniu zdjęć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *