Przejdź do treści

Wyprawa w Gorgany

Na szlaku na Wysoką, widok na dolinę

Gorgany to góry położone na Ukrainie w Karpatach. Jak się popatrzy na zdjęcia tych grzbietów, poprzecinanych gołoborzami i kosodrzewinami, z widokami na doliny, w których nie widać żadnych oznak cywilizacji, to od razu chce się tam jechać. No i udało się zorganizować taką wyprawę, razem ze sprawdzonych w takich warunkach kompanem, w połowie maja. Och, jak bardzo czekałem na ten wyjazd, również z tego powodu, że bez dzieciaków można było sobie pozwolić na nieporównywalnie bardziej ekstremalny tryb wyprawy.

Gorgany

O istnieniu takiego pasma gór dowiedziałem się zupełnie niedawno.  Nazwa gór Gorgany wywodzi się od lokalnej nazwy rumowisk skalnych (gorgan) które są charakterystycznym elementem krajobrazu tych gór. W pobliżu gór nie ma właściwie żadnego miasteczka, są tylko niewielkie wsie. Pewnie z tego powodu dociera tu bardzo mało turystów, Najlepszą bazą wypadową w góry jest wioska Osmołoda, do której również nie jest aż tak łatwo się dostać, o czym więcej napiszę za chwilę. Oprócz piękna krajobrazów i odcięcia od cywilizacji, magii górom dodaje historia. Przed wojną góry znajdowały się w granicach Polski. Wtedy też na ich terenie infrastruktura turystyczna była nieźle rozwinięta. Były schroniska i dobrze oznaczone szlaki. Ze schronisk nic nie zostało, szlaki są, ale jest im mniej i nie ma za bardzo komu ich utrzymywać w dobrym stanie.

Same góry nie są nie wiadomo jak wysokie: najwyższy szczyt – Sywula Wielka – ma 1836 m.n.p.m. Jest kilka szczytów o wysokości przekraczającej 1800 m.n.p.m. Ale wysokości względne są już niczego sobie, Osmołoda leży na poziomie około 700 m.n.p.m. Choć oczywiście to nie wysokość względna miała się okazać najtrudniejszą barierą w zdobyciu gór. W dolinach płynie gęsta siatka wartkich górskich potoków. Nie ma ludzi, ale nie jest też cicho: głośno szumią potoki, jeszcze głośniej śpiewają ptaki. Na dole rosną lasy bukowe, wyżej jodły i świerki. Powyżej 1500 m.n.p.m. pojawiają się gęste krzaki kosodrzewiny. Zaś szczytowe partie gór są obsypane skalnymi rumowiskami. Na terenie Gorganów nie ma parku narodowego, więc nie potrzeba kupować żadnych biletów.

Mapa Gorganów

W Gorganach nie ma informacji turystycznej, nie ma też turystów, za którymi można by podążyć, czy też zapytać ich o drogę. Dlatego też przezornie przed wyjazdem zaopatrzyłem się w mapę. Okazało się, że w Warszawie w Sklepie Podróżnika mają mapy Gorganów do kupienia od ręki. Z radością więc kupiłem mapę Gorganów Centralnych, wydaną przez wydawnictwo Kartografia Kijów. I to był spory błąd. Na miejscu okazało się, że mapa w pewnych istotnych szczegółach odstaje od rzeczywistości. Ścieżki oznaczone jako “recommended tourist routes” na niektórych odcinkach nie istnieją. Zdarzyło się też, że na mapie w złym miejscu był zaznaczony jeden z punktów orientacyjnych. Pomijam, że na mapie nie są oznaczone kolory szlaków.

To właśnie ta mapa – poza pogodą i oczywiście naszym gapiostwem – była przyczyną pobłądzenia pierwszego dnia wędrówki. Drugiego dnia korzystaliśmy już ze zdjęcia mapy umieszczonej w dolinie w punkcie Rizarnia (zdjęcie tej mapy umieściłem w galerii). Do tej mapy nie można się było już przyczepić, świetnie odzwierciedlała szczegóły terenu. W ogóle wszelkim lokalnym schematom szlaków, czy też czasom przejść, można było ufać.

Osmołoda, baza wypadowa w Gorgany

Do Osmołody dotarliśmy ze Lwowa, gdzie wypożyczyliśmy samochód. Mapy Google’a pokazywały, że do pokonania odcinka liczącego 180 kilometrów trzeba przeznaczyć ponad 4 godziny. Nie bardzo chciało mi się w to wierzyć, myślałem raczej, że Google’owi coś się pomyliło. Utwierdziłem się w tym przekonaniu, kiedy wyjechaliśmy ze Lwowa: droga na odcinku Lwów – Stryj była zupełnie przyzwoita. Ale za Stryjem, w kierunku Iwano-Frankiwska, zaczęła się powoli psuć. Dziury zaczynały być coraz głębsze i coraz gęściej usiane. Samochody przestały się przejmować, który pas należy do nich i zaczęły jeździć slalomem. Ostatni odcinek 20 kilometrów jechaliśmy ponad godzinę. Okazało się, że Google miał rację.

W środku gór

Osmołoda jest położona w środku gór, dalej nie ma już siedlisk ludzkich, są tylko grzbiety gór. Wioska może nie jest odcięta od świata – w końcu prowadzi do niej droga. Ale jej pokonanie jest na tyle czasochłonne, że wyjazd do miasta to już prawdziwa wycieczka. Baza noclegowa nie jest może ogromna. Ale w czasie naszego pobytu byliśmy jedynymi turystami, którzy mieszkali w wiosce. Początkowo mieliśmy spać u Pana Viktora, ale w tym czasie gospodarzy nie było na miejscu. Polecili nam nocleg U Artioma. Z noclegu byliśmy zadowoleni, było wszystko, co niezbędne: elektryczność, ciepła woda i ogrzewanie. Cena za osobę – 200 UAH. Dodatkowo, za 150 UAH mieliśmy śniadania i obiadokolacje.

W Osmołodzie znajduje się węzeł szlaków, prowadzących na najciekawsze szczyty Gorganów – dlatego idealnie nadaje się na bazę wypadową w góry.

W Osmołodzie jest sklep. Jest też przystanek autobusowy, więc pewnie można tam dojechać też autobusem. Ciekaw jestem, jak wyglądają te autobusy, które tam dojeżdżają 😉

Gorgany, Wielka Sywula

Mieliśmy zaplanowane dwa pełne dni łażenia po górach. Pierwszego dnia postanowiliśmy wejść na Wielką Sywulę (1836 m.n.p.m.), najwyższy szczyt Gorganów. Drogowskaz pokazywał 20 kilometrów podejścia i 7 godzin do szczytu. W sam raz dla nas, pomyślałem. Niestety, od samego rana padało 🙁 Na szczyt ostatecznie nie weszliśmy, pobłądziliśmy i nie zgubiliśmy szlak w dolinie, mniej więcej w odległości 9 kilometrów od Osmołody. W tym punkcie droga rozgałęziała się na dwie inne. Co ciekawe, przy tym rozwidleniu był znak kierujący na Sywulę, kierujący na ukos. Nie mieliśmy pewności, do której z dwóch dróg odnosi się ten znak. Najpierw poszliśmy drogą na lewo, wiodącą dolinką wzdłuż potoku, który jak potem się okazało, nazywał się Boriewczyk.

Szliśmy tak długo, aż się dało. Jednak w pewnym momencie, po kilkukrotnym przeprawieniu się przez potok zdaliśmy sobie sprawę, że dalej iść się nie da, i że to na pewno nie jest szlak kierujący na Sywulę. Wróciliśmy do rozgałęzienia dróg, i poszliśmy drogą wzdłuży potoku Bistrik, Szliśmy bardzo długo doliną, Domyślaliśmy się, że to nie jest oficjalny szlak na Sywulę, jednak zakupiona mapa Gorganów pokazywała, że idąc wzdłuż Bistrika również da się wejść na Sywulę. Guzik, w pewnym momencie droga się skończyła. Szliśmy jeszcze jakiś czas wzdłuż potoku, ale znowu nie dało się iść dalej. Stało się jasne dla nas, że ze zdobycia Sywuli nici. Rozpoczęliśmy powrót.

Śledztwo – gdzie był ten szlak?

W trakcie powrotu dokładnie przyjrzałem się mapie, która stała w punkcie Rizarnia. Okazało się, że na owym rozwidleniu dróg, między dwoma drogami musiała odchodzić jeszcze jedna droga, pewnie w postaci wąskiej ścieżki, którą po prostu przeoczyliśmy. Eh, gdybym zrobił zdjęcie mapy z Rizarni w trakcie podejście, być może weszlibyśmy na ten właściwy szlak. W trakcie powrotu do Osmołody zaczęło padać jeszcze mocniej i zaczęło grzmieć. Bilans dnia był słaby: dobre ponad 30 kilometrów drogi, w błocie i poprzez potoki. Byliśmy cali przemoknięci. Nawet nie zdołaliśmy wejść na właściwy szlak. Nie muszę dodawać, że nie spotkaliśmy nikogo przez cały dzień.

Hhabina dosłała smsem prognozy pogody na kolejny dzień (oczywiście w naszej noclegowni nie było WiFi): niestety również cały dzień miało padać. Pomyślałem wtedy, że drugiego dnia również nigdzie nie wejdziemy…

Gorgany, Wysoka

Nie mogłem przestać myśleć o tym, że nie znaleźliśmy tego szlaku na Sywulę. Kusiło mnie bardzo, żeby drugiego dnia pójść jeszcze raz w rozwidlenie dróg i spróbować raz jeszcze zdobyć Sywulę. Ale z uwagi na beznadziejną pogodę pomyślałem, że rozsądniej będzie wejść na Wysoką. Wysoka ma 1803 m.n.p.n., więc niewiele niżej niż Wielka Sywula. Jednocześnie podejście na Wysoką rozpoczyna się tuż za samą Osmołodą, nie trzeba iść 9 kilometrów do szlaku, jak w przypadku Sywuli. Wejście na szlak na Wysoką ropoczyna przejście przez wiszący most nad potokiem. Przejście przez most jest bardzo ciekawe: most się trochę chwieje, a kiedy patrzy się w dół i skupia się wzrok na płynącej wodzie, ma się wrażenie, że odlatuje się z mostem w kierunku prądu rzeki 😉 Ale jednak ta przeszkoda nie była trudna i czekały nas dużo bardziej wymagające przeszkody.

Powalone drzewa

Szlak na Wysoką wiódł wąską, ale wyraźną ścieżką, był też porządnie oznaczony. Jednak co jakiś czas, na szlaku leżały powalone w poprzek ścieżki drzewa, przez które trzeba było przechodzić, albo je omijać. Tych powalonych drzew było naprawdę dużo, kilkadziesiąt wzdłuż całego szlaku. Nie zawsze przejście przez drzewa było prost, a szczególnie w taką mokrą pogodę. Przejście przez drzewa kosztowały mnie dziurę w spodniach i porządny siniak na tyłku 😉 Nic dziwnego, że te drzewa się tam przewalają. Warstwa ziemi jak naprawdę cienka i korzenie nie mają miejsca, żeby głębiej wrosnąć. Inną przeszkodę stanowiły gęste leszczyny, przez które trzeba było się przedzierać w jednym z prześwitów lasu.  Nie mogłem się doczekać, aż osiągniemy wysokość, na której nie będzie drzew. O jaki byłem głupi.

W labiryncie kosodrzewiny

Byłem głupi, bo kiedy skończył się las, zaczęło się przejście przez kosodrzewinę. Kosodrzewina rosła tak gęsto, że trzeba było się przez nią cały czas przedzierać i odgarniać gałęzie. Najgorsze nie było to, że nie miałem do takiej roboty rękawic, które bardzo by się przydały. Najgorsze było to, że z tych krzaków spadły na mnie hektolitry wody. Przez kosodrzewiny idzie się spory kawałek drogi. Niby najłatwiejszy odcinek drogi stanowiły znajdujące się w podszczytowych partiach góry gołoborza. Ale im bliżej grani, tym bardziej wiało i przemokniętemu człowiekowi było coraz zimniej. Dodatkowo na samym końcu drogi nie było już wyraźnej ścieżki, choć na szczęście na kilku kamieniach był zaznaczony szlak. Ale przy widoczności nieprzekraczającej 50 metrów trzeba było być uważnym, żeby iść we właściwą stronę. Weszliśmy na szczyt Wysokiej (wysokość1803 m.n.p.m.).

Na szczycie wiało, więc zaraz rozpoczęliśmy zejście. Było mega ślisko, uważałem bardzo, a i tak wywaliłem się kilka razy. Tego dnia również nikogo w górach nie spotkaliśmy

Gorgany – bilans wyjazdu

Pozostał żal, że nic nie było widać. Byłem w Gorganach, a tak naprawdę ich nie widziałem. Starałem się cieszyć, że w ogóle tego dnia gdziekolwiek weszliśmy. Na wikipedii pisali, że Gorgany to dzikie góry. Trochę prawdy w tym jest, a szczególnie w taką deszczową pogodę. Na pewno niesamowitym przeżyciem jest możliwość odosobnionego kontaktu z piękną naturą. Pozostaje też satysfakcja, że człowiek się nie poddał i w niełatwych warunkach jednak na jakąś górę wszedł. Szkoda, że nie było choć jednego słonecznego dnia, jestem pewien, że widoki Gorganów pozostałyby na długo w pamięci. A może będzie jeszcze kiedyś okazja tam wrócić?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *