Przygody w podróży do Dawid Garedża

Dawid Garedża, monastyr Ławra, mury z basztami

Taka sytuacja: na urodziny od kochanej hhabiej rodziny dostałem bilety na samolot do Tbilisi. I okazało się, że w przeciągu dwóch tygodni w pierwszej połowie grudnia czeka mnie wyprawa do Gruzji. Choć w grudnia, i tylko na dwa dni, to ucieszyłem się jak dzik. Oczywiście pomysł zostania na te dwa dni w Tbilisi nawet nie przyszedł mi do głowy. Początkowo wymyśliłem, żeby pojechać do Stepancmindy, pod Kazbek i pod klasztor Cminda Sameba. Ale po bliższym zapoznaniu się z warunkami, jakie mogą panować o tej porze roku na drodze do Stepancmindy, zdecydowałem zmienić cel wycieczki. Postanowiłem pojechać do Dawid Garedża,

Dawid Garedża, monastyr Ławra, cele mnichów w skale
Dawid Garedża, monastyr Ławra, cele mnichów w skale

6 powodów, dla których warto odwiedzić Dawid Garedża

Po pierwsze, Dawid Garedża to klasztor położony na granicy Gruzji i Azerbejdżanu, w regionie Kachetia, gdzieś w środku niczego, na terenach półpustynnych. W promieniu jakichś 30 kilometrów, poza niewielką wsią Udabno, nie ma niczego. Czyli moje ulubione klimaty, z dala od miejskiego hałasu i zamieszania.

Pod drugie, Dawid Garedża wygląda bardzo ciekawie, inaczej, niż typowy klasztor. Część pomieszczeń klasztornych zostało wykute w skale, i dzięki temu to miejsce jest niepowtarzalne i wyjątkowe.

Po trzecie, Dawid Garedża to miejsce wyjątkowo stare, bo klasztor zaczął rozwijać się w tym miejscu już w VI wieku. Dawid Garedża zostało założone przez 13 mnichów syryjskich Przy tej okazji warto wspomnieć, że Gruzja (a w zasadzie istniejące na terenach dzisiejszej Gruzji Królestwo Iberii) przyjęła chrześcijaństwo jako religię państwową już w 337 roku, jako drugie państwo, po Armenii. Budynki, tworzące kompleks klasztorny, były wznoszone między XI a XIII wiekiem.

Dawid Garedża, wśród zabudowań monastyru Ławra
Dawid Garedża, wśród zabudowań monastyru Ławra

Po czwarte, Dawid Garedża znajduje się na półpustynnym wzgorzystym pustkowiu. Ze skały, na której jest położony klasztor, roztaczają się przepiękne widoki na okoliczne tereny. Jak spojrzycie na moje zdjęcia, to chyba będzie dla Was jasne, ze moich oczu tymi widokami niestety nie nacieszyłem 🙁 Ale wystarczy zajrzeć do fot w Google’u.

Po piąte, przy okazji zwiedzania Dawid Garedża, można złożyć wizytę w hostelu oraz w restauracji Oasis Club w Udabno. To atrakcja sama w sobie, a o szczegółach piszę dalej.

I wreszcie po szóste, Dawid Garedża znajduje się relatywnie blisko Tbilisi i w sezonie łatwo się tam dostać. Między kwietniem a październikiem z Tbilisi do klasztoru kursuje bus wycieczkowy Gareji Line. Ja miałem nieco trudniej, ale też ostatecznie udało mi się dostać do Dawid Garedża, co było taką małą podróżniczą przygodą 😉

Dawid Garedża, klasztor Ławra w deszczu
Dawid Garedża, klasztor Ławra w deszczu

Jak dostałem się do Dawid Garedża z lotniska Tbilisi?

Mój samolot wylądował w Tbilisi tuż po piątej rano czasu lokalnego. Lotnisko w Tbilisi znajduje się na wschód od stolicy, a więc w sumie w kierunku mojej wycieczki. Nic mi to jednak nie dało – najpierw i tak musiałem się dostać do centrum Tbilisi. Na lotnisku nagabywało mnie mnóstwo taksówkarzy, oferujących transfer za jakieś chore sumy. Na szczęście, z lotniska do centrum miasta jeździ autobus miejski nr 37. Autobus podobno jeździ całą dobę, w nocy co około 40 – 60 minut. I rzeczywiście, po krótkim oczekiwaniu autobus przyjechał.

Z lotniska do Tbilisi…

Jeszcze na lotnisku skorzystałem z pomocy informacji turystycznej. Pytałem Pana, jak dostać się do miasteczka Sagaredżo i skąd odjeżdżają marszrutki Pan pokierował mnie (potem okazało się, że błędnie) na dworzec autobusowy Didube. No więc dzielnie podążałem na ten dworzec.

Końcowy przystanek autobusu 37 znajduje się na placu przy dworcu kolejowym. Tam przesiadłem się w metro, które na szczęście ma napisane nazwy przystanków łacińskim alfabetem, poza tym są nadawane komunikaty po angielsku o kolejnych przystankach. Bez takiego udogodnienia byłoby mi ciężko. Alfabet gruziński to do niczego nie podobne szlaczki, których nie da się ot tak odczytać. Poza tym skorzystałem z resztek znajomości rosyjskiego. Wszyscy zapytani o drogę byli bardzo pomocni, łącznie z panem policjantem.

… z Tbilisi do Sagaredżo…

Zadowolony, że dotarłem do celu w ciemnej nocy przy użyciu komunikacji publicznej, dumnie wkroczyłem na dworzec Didube. Zapytałem o odpowiednią marszrutkę… I zostałem poinformowany, że stąd nie jeżdżą marszrutki w stronę Sagaredżo i że powinienem jechać na stację metra Isani. Na szczęście wciąż było wcześnie rano i ciemno. Miałem dużo czasu i nigdzie mi się nie spieszyło. Przy stacji metra Isani czekałem na odpowiednią marszrutkę, ale w końcu skusiłem się ofertę taksówkarza. Wsiadłem na piątego do taksówki, i kierowca zawiózł mnie do Sagaredżo za 10 lari czyli 15 złotych. Jedno lari to około 1 złoty i pięćdziesiąt groszy.

… i z Sagaredżo do Udabno

W Sagaredżo musiałem znaleźć kolejną taksówkę, żeby dojechać do Udabno. Dodam, że od samego przylotu samolotu cały czas siąpił deszcz i nie przestawał. Z pierwszym taksówkarzem nie dogadałem się co do ceny. Marudził, że pada deszcz i droga do Udabno jest w kiepskim stanie. Na szczęście przyjechał inny taksówkarz, który zgodził się podwieźć mnie do Udabno za 20 lari. I tak, koło 10:30 czasu lokalnego udało mi się dotrzeć do Udabno do hostelu Oasis Club.

Hostel Oasis Club w Udabno
Hostel Oasis Club w Udabno

Hostel i restauracja Oasis Club w Udabno

W Udabno jest hostel, który znałem z opowieści kolegi. Hostel Oasis Club jest prowadzony przez Polaków. Parę lat temu wyjechali z Polski i postanowili się osiedlić właśnie tu, w Udabno. Rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady to jednak pikuś w porównaniu z przeprowadzką w takie pustkowie na końcu świata 😉 Gospodarze prowadzą hostel, czynny cały rok, oraz restaurację, która jest czynna w sezonie. Co ciekawe, okazało się, że nie jestem jedynym gościem, było nas dwoje 😉 Ogólnie, tak jak przypuszczałem, załoga hostelu oraz goście tego miejsca to były bardzo przyjazne, ciekawe i inspirujące osoby. Powiem szczerze, że dawno się tak nie czułem, jak w towarzystwie osób spotkanych w Oasis Club. Zupełnie jak jakaś najbardziej zwyczajna osoba na świecie 😉

Wieś Udabno

Opowieści każdej ze spotkanej tu osób słuchałem z wielkim zaciekawieniem. Szczególnie interesujące były opowieści gospodarza o tym, jak załoga Oasis Club pomaga i aktywizuje lokalną społeczność Udabno. W Udabno żyje 40 rodzin. Duża część mieszkańców pochodzi ze Swanetii, czyli z najpiękniejszego rejonu Gruzji na Kaukazie. Zostali przesiedleni, między innymi w wyniku lawiny, która zniszczyła ich wieś. Ogólnie mieszkańcom Udabno nie żyje się tu łatwo. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia na fanpage’u Oasis Club były opisywane losy wybranych rodzin z Udabno. Co roku w okresie przedświątecznym Oasis Club zbiera pieniądze na wsparcie najbardziej potrzebujących rodzin.

Wieś Udabno
Wieś Udabno

Zostali przesiedleni, między innymi w wyniku lawiny, która zniszczyła ich wieś. Ogólnie mieszkańcom Udabno nie żyje się tu łatwo. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia na fanpage’u Oasis Club były opisywane losy wybranych rodzin z Udabno. Co roku w okresie przedświątecznym Oasis Club zbiera pieniądze na wsparcie najbardziej potrzebujących rodzin.

Przejażdżka z Udabno do Dawid Garedża

Tego dnia pogoda w okolicach Udabno była fatalna. Padał deszcz, widoczność była praktycznie żadna, co widać na załączonych zdjęciach. Niestety, ja nie bardzo mogłem czekać do następnego dnia 🙁 Gospodarz zadzwonił po osobę, która mogłaby mnie zawieźć do Dawid Garedża, które jest oddalone o jakieś 10 kilometrów ze wsi. Do wycieczki do klasztoru dołączyła się koleżanka, drugi gość z Oasis Club. Podjechał pod nas terenowy samochód. Kierowcą był młody chłopak, nie bardzo mówił po rosyjsku, więc nie za bardzo mogliśmy się porozumieć.

Przygody z samochodem

Kierowca wjechał na polną drogę, wiodącą przez wzgórza. Jechaliśmy przez zupełne pustkowie. Co jakiś czas pojawiały się wielkie, wyglądające na bezpańskie psy. Widoki – masakra, widoczność była ograniczona do jakichś 100 – 150 metrów. No i tak sobie jechaliśmy, droga stawała się coraz mniej wyraźna. Samochodem zaczęło coraz bardziej rzucać na boki, bo droga była rozmoknięta i koła zapadały się w błocie. Aż tu nagle patrzę, że droga wiedzie stromo pod górę, takim jakby miniwąwozem. No i oczywiście na tej górce samochód nie dał rady. Przekręciło nas o 90 stopni. Dodatkowo okazało się, że tylne koła samochody zawisły nad rowem, wydrążonym przez wodę.

Samochód zakopany w błocie w drodze do Dawid Garedża
Samochód zakopany w błocie w drodze do Dawid Garedża

Wyszliśmy z samochodu. Buty zapadały się w błocie. Od wsi ujechaliśmy już porządne kilka kilometrów. Zastanawiałem się, co w ogóle teraz będzie? Skąd tu na tym pustkowiu wziąć sprzęt, który byłby w stanie tu dojechać i ściągnąć ten samochód z tego rowu? Zrobiło mi się mega głupio (jak się potem okazało, zupełnie niesłusznie), że ten chłopak skusił się na parę groszy i zgodził się zawieźć mnie do Dawid Garedża. Powrót na piechotę do Udabno też nie bardzo wchodził w grę. Już nawet nie chodziło o to błoto, tylko o te półdzikie wielkie psy…

Ratunek

Kierowca do kogoś zadzwonił i powiedział, że przyjedzie traktor z Udabno. I rzeczywiście, po jakimś czasie przyjechał traktor, który jakimś cudem ściągnął nasz samochód z tej góry i z tego błota. Bardzo się z tego ucieszyłem i naiwnie myślałem, że to już koniec przygód. I mnie i koleżance wydawało się to oczywiste, ze wracamy do domu i nie mowy o żadnym Dawid Garedża, Ale nasz honorowy kierowca miał w tej kwestii zupełnie inne zdanie. Skoro się podjął zadania zawiezienia nas do klasztoru, nie zamierzał z niego tak łatwo zrezygnować.

W stepie w drodze do Dawid Garedża
W stepie w drodze do Dawid Garedża

I wyobraźcie sobie, że po prostu bokiem wjechał na te górę i pojechaliśmy dalej. Nie ujechaliśmy kilometra, kiedy zakopał się drugi raz. Tym razem jakimś cudem zdołał wyjechać samochodem z tego błota, chociaż tym razem manewry odbywały się tuz nad kilkumetrową przepaścią 🙂 Ale tym razem postanowił wrócić do Udabno. I wreszcie okazało się najlepsze: kiedy dojechaliśmy do asfaltowej drogi w okolicy wsi okazało się, że do samego Dawid Garedża prowadzi utwardzona droga, którą jeżdżą zwykłe osobówki… Po co jechaliśmy w takim razie ta polną drogą? Chyba tylko po to, żeby kierowca pokazał nam możliwości swojego samochodu. Ostatecznie udało mu się dowieźć nas pod klasztor.

Dawid Garedża, koło wejścia do monastyru Ławra
Dawid Garedża, koło wejścia do monastyru Ławra

Dawid Garedża: monastyr Ławra

Kompleks Dawid Garedża składa się z kilku monastyrów, z których głowny i największy to Ławra. Asfaltowa droga wiedzie praktycznie pod sam klasztor. Z jednej strony ucieszyłem się, że po tych wszystkich przygodach udało się dotrzeć do Dawid Garedża. Z drugiej strony, kolejny raz w tym roku wielką atrakcję przyszło mi zwiedzać w deszczy i przy fatalnej widoczności.

Miejsce jest unikalne, największe wrażenie zrobiła na mnie skała, w której wykute były cele mnichów. W Ławrze jest cerkiew i mur z wieżami. Całość robi wrażenie miejsca tajemniczego. Czułem się trochę jak Indiana Jones, który odkrył starożytne miejsce, w którym ukryte są cenne skarby. Załuję, że na miejscu nie było nikogo, kto mógłby opowiedzieć o Dawid Garedża więcej ciekawych historii.

Dawid Garedża, monastyr Ławra
Dawid Garedża, monastyr Ławra

Monastyr Udabno

Wyjątkową atmosferę miejsca buduje nie tylko sam monastyr. Swoje robią też okoliczne formacje skalne. No i – przy normalnych warunkach pogodowych – dodatkową atrakcją są rozległe widoki na step. Tuż obok wejścia do monastyru Ławra znajduje się ścieżka, która prowadzi do znajdującego się wyżej monastyru Udabno. Próbowałem wspiąć się tą ścieżką, ale było cholernie ślisko i się poddałem. Dlatego monastyr Udabno znam tylko ze zdjęć. To groty wykute w skale, w których są namalowane freski.

Warto spiąć się ścieżką z jeszcze jednego powodu. Na grani rozpościera się widok na azerską stronę, który – przynajmniej na zdjęciach – jest jeszcze bardziej niesamowity niż ten po stronie gruzińskiej. Jak to się mówi, może następnym razem.

Wieczór w hostelu Oasis Club

Do hostelu udało nam się wrócić już bez żadnych przygód. Choć na drodze czekała na nas niespodzianka: stado setek owiec pasących się wokół drogi. Wieczór spędziłem leniwie, siedząc i grzejąc się przy kozie. Gapiłem się na ganiające się koty i psa. Pod wieczór podano przepyszny wegański obiad, do którego usiedliśmy razem wraz z cała załogą.

Jutro czekały na mnie kolejne atrakcje: kilka przepięknych cerkwie.

Wypas owiec na drodze do Dawid Garedża
Wypas owiec na drodze do Dawid Garedża

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *