Park Narodowy Anderdalen na wyspie Senja

Kiedy planowaliśmy pobyt na wyspie Senja, na mapie zauważyliśmy, że na wyspie jest położony park narodowy. Ten park – Anderdalen – nie ma najłatwiejszej do zapamiętania nazwy. W Interrnecie nie ma też za dużo materiałów o tym parku. Google Maps nie wyświetlał żadnych szlaków na jego terenie. Jednak te przeszkody nas nie zniechęciły i postanowiliśmy się tam wybrać. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Po nacieszeniu się górą Seglą oraz pięknymi widokami fiordów, wyruszyliśmy do Anderdalen.

Park Narodowy Anderdalen, na szlaku nad Jezioro Andervatnet
Park Narodowy Anderdalen, na szlaku nad Jezioro Andervatnet

Norweski szok nr 7: kultura jazdy

Jak już wspominałem, Norwegowie uwielbiają spędzać wakacje w kamperze. W związku z tym, po drogach Senji takich kamperów jeździ całkiem sporo. Kiedy jechaliśmy z północno-zachodniej części wyspy w kierunku Anderdalen, przejechalismy kilkadziesiąt kilometrów. Drogi raczej nie są tu specjalnie szerokie. I co jakiś czas doganialiśmy jakiś kamper. Za każdym razem kierowca kampera zjeżdżał na prawo, żebyśmy mogli łatwo go wyminąć. Za każdym razem!

Na szlaku nad Jezioro Andervatnet
Na szlaku nad Jezioro Andervatnet

Park Narodowy Anderdalen

Park Narodowy Anderdalen jest położony w południowej części Senji. Jest kilka punktów wejściowych na teren parku. My samochód zostawiliśmy przy Hyttekroa. Hyttekroa to duży kemping. Na jego terenie stało mnóstwo kamperów oraz domków letniskowych. Była nawet restauracja. Przy Hyttekroa zaczyna się szlak turystyczny, który wiedzie nad położone w środku parku Jezioro Andervatnet.

Fikuśne drzewo na szlaku
Fikuśne drzewo na szlaku

Szlak turystyczny z Hyttekroa nad Jezioro Andervatnet

Szlak nad Jezioro Andervatnet wiedzie przez bagniste tereny. Dlatego wiedzie głównie poprzez wytyczone wzdłuż szlaku drewniane kładki. Niemniej, są fragmenty szlaku bez kładek. Było dość mokro i grząsko, także suchą stopą nie pokonałem tego szlaku. Drogowskazy mówiły, że odległość do jeziora wynosi 6 kilometrów. Ale to chyba były jakieś norweskie kilometry, liczone w linii prostej. Szliśmy żwawym krokiem dobre dwie godziny, zanim dotarliśmy nad jezioro.

Nad Jeziorem Andervatnet, rzeka Anderelva wypływająca z jeziora
Nad Jeziorem Andervatnet, rzeka Anderelva wypływająca z jeziora

Szło się oczywiście bardzo przyjemnie. Wokół cisza i spokój, co jakiś czas na bagnach spotykaliśmy jeziorka, w których tafli odbijały się okoliczne góry. Z oddali dochodził szum płynącej rzeki. Szlak był dobrze oznaczony, i wyraźnie wytyczony kładkami. W połowie szlaku stoi wiata, w której można ewentualnie biwakować. My mieliśmy plan spać nad samym jeziorem, więc najpotrzebniejsze rzeczy wzięliśmy ze sobą.

Góry nad Jeziorem Andervatnet
Góry nad Jeziorem Andervatnet

Park Narodowy Anderdalen: Jezioro Andervatnet

Co tu dużo pisać. Nad jeziorem Andervatnet było po prostu przepięknie. Kiedy dotarliśmy nad jezioro, zaczęło się trochę chmurzyć. No i to niebo upstrzone chmurami oraz okoliczne góry odbijały się w tafli jeziora. Chciałem też zauważyć, że krajobrazy nad jeziorem miał inny charakter. Góry nie były tak strome i spiczaste. Wokół jeziora znajdował się węzeł szlaków. Te inne szlaki liczyły kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt kilometrów. Gdybyśmy tylko mieli więcej czasu…

A najlepsze było w tym wszystkim to, że wokół nikogo nie było 😉 Nie, przepraszam. Było coś jeszcze lepszego 😉

Jezioro Andervatnet, widać chatkę, w której nocowaliśmy
Jezioro Andervatnet, widać chatkę, w której nocowaliśmy

Anderdalen: chatka nad Jeziorem Andervatnet

Otóż nad jeziorem stała sobie chatka. Chatka, w której mogliśmy zanocować. Była wyposażona w trzy łóżka z materacami. W środku stała koza, w której można było napalić. Była nawet gra w kości 😉 I oczywiście nie zabrakło notatnika, w którym przybysze wpisywali swoje wrażenia i podziękowania dla osób opiekujących się chatką. Ostatni wpis pochodził zdaje się sprzed 3 dni. Wpis był krótki: “just a midnight walk” 😉 Takie są właśnie uroki dnia polarnego. Wpisy wskazywały na to, że nie tylko my byliśmy w szoku z powodu turbowspaniałości chatki.

Wnętrze chatki nad Jeziorem Andervatnet
Wnętrze chatki nad Jeziorem Andervatnet

Nawet sobie nie wyobrażacie, jak wygodnie spało się na materacach. Po napaleniu w kozie w nocy było tak ciepło, że śpiwór był zbędny. Jakie to było przyjemne zjeść kolację na stole wokół chatki. Chatka była wyposażona w zapasy drewna do opału. Była też łódka, którą można było wypłynąć na jezioro. No i nawet w odległości jakichś 100 metrów był kibelek 😉 To było jedno z najbardziej niesamowitych miejsc, które odwiedziłem.

Park Narodowy Anderdalen: nad Jeziorem Andervatnet
Park Narodowy Anderdalen: nad Jeziorem Andervatnet

Norweski szok nr 8: skąd się wzięła ta chatka?

Obecność chatki nad Jeziorem Andervatnet jak i samo jej wyposażenie było jednym z wielu zaskoczeń naszej wyprawy do Norwegii. To niesamowity przywilej móc spędzić noc w takich okolicznościach. Człowiek normalnie dostaje zapas baterii naładowanych poczuciem szczęścia.

Na chatce jest wywieszona informacja z zasadami użytkowania chatki. Po jednej spędzonej w chatce nocy trzeba ustąpić miejsca innym ewentualnym zainteresowanym noclegiem turystom. Oczywiście trzeba pozostawić po sobie porządek. Niesamowite, że wszyscy respektują te zasady i w chatce nie ma śladów żadnego wandalizmu.

Jeśli kiedyś znajdziecie się w takiej chatce, polecam poczytać wpisy odwiedzających osób. Na szczęście spora część wpisów była po angielsku 😉

Widok z ławki tuż obok chatki
Widok z ławki tuż obok chatki

Czy turysta odwiedzający Norwegię musi zbankrutować?

Wizyta w parku Anderdalen to była nasza ostatnia atrakcja na wyspie Senja. Po powrocie do Hyttekroa, wyruszyliśmy w drogę powrotną do Tromso na lotnisko. Istotnym pytaniem jest to, czy przez naszą wyprawę zbankrutowaliśmy. Spędziliśmy w Norwegii 3 doby. Wszystkie koszty, włączając bilety na samolot czy koszt parkingu na lotnisku w Gdańsku, wyniosły nas jakieś 1500 zł na głowę. Prawie połowę tej kwoty stanowiły koszty wynajmu samochodu.

Co zrobiliśmy, żeby koszty wyprawy były jak najniższe? Po pierwsze, spaliśmy pod namiotem – poza darmowym noclegiem nad Jeziorem Andervatnet. Po drugie, nie kupowaliśmy na miejscu jedzenia – w całości zabraliśmy je z Polski. Na obiad jedliśmy liofilizowane posiłki – były naprawdę smaczne 😉 Tutaj ukłony dla kolegi, który świetnie ogarniał cały sprzęt biwakowy, w czym ja do tej pory nie miałem specjalnie dużego doświadczenia. Po trzecie, na nas dwóch kupilismy tylko jeden bagaż rejestrowany z limitem 20 kg. Jakoś się ze wszystkim zapakowaliśmy. Ceny wszystkiego w Norwegii porażają. Nawet paliwo jest droższe, a przecież norweska gospodarka słynie z wydobycia ropy.

Park Narodowy Anderdalen: kolejny widoczek znad jeziora Andervatnet
Park Narodowy Anderdalen, kolejny widoczek znad Jeziora Andervatnet

Powiem szczerze, że wyprawa do Norwegii na Senję udała się jak mało co. Kto wie? Może za rok ogarniemy Lofoty?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.