Bieszczady: atrakcje poza szlakami górskimi

Kiedy spędzaliśmy majówkę w Bieszczadach, dzielnie, w miarę naszych możliwości, staraliśmy się chodzić na szczyty połonin. Ale z racji deszczowej pogody oraz ograniczonej wytrzymałości moich pleców w dźwiganiu nosidła w Hhabiówną, szukaliśmy też pomysłów na ciekawe wycieczki poza górskimi szlakami. A Bieszczady są pełne takich atrakcji.

Moim zdaniem najciekawszą opcją poza górskimi szlakami jest zwiedzanie starych drewnianych cerkwi. Na obszarze Bieszczad takich cerkwi jest kilkanaście. Zwiedzanie starych cerkwi bieszczadzkich to naprawdę niesamowite doświadczenie i sposób na poznanie burzliwej historii regionu. Temat jest na tyle ciekawy, że opiszę go w kolejnym wpisie. Tym czasem teraz opiszę kilka innych opcji na to, żeby spędzić ciekawie czas w bieszczadzkich dolinach.

Bieszczady, Bieszczadzka Kolejka Leśna, widoki z okna kolejki
Bieszczady, Bieszczadzka Kolejka Leśna, widoki z okna kolejki

Bieszczadzka Kolejka Leśna

Najbardziej znaną rodzinną atrakcją jest kolejka wąskotorowa, Bieszczadzka Kolejka Leśna. Trasa Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej prowadzi przez tereny Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego. Główna kolejka znajduje się w Majdanie. Z Majdanu kolejka jeździ w dwie trasy. Jedna trasa prowadzi do Przysłupia. Nie znam tej trasy, bo my akurat trafiliśmy na drugie połączenie, do położonej na granicy ze Słowacją Balnicy. Mimo, że byliśmy w trakcie majówki, udało się od ręki kupić bilet na stacji w Majdanie. Czekaliśmy na połączenie tylko godzinę. Stacja w Majdanie leży nad górskim potokiem Solinką, więc czekaliśmy na pociąg w niezwykle miłych okolicznościach przyrody.

Nad Solinką, obok stacji Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej w Majdanie
Nad Solinką, obok stacji Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej w Majdanie

Trasa z Majdanu do Balnicy i z powrotem trwa dwie godziny, z czego 30 minut stanowi postój w Balnicy. Balnica leży przy samej granicy ze Słowacją. Dlatego te 30 minut w zupełności wystarcza, żeby sobie tę granicę przekroczyć i spędzić trochę czasu w lesie po stroie słowackiej.

Bieszczadzka Kolejka Leśna, połączenie Majdan - Balnica
Bieszczadzka Kolejka Leśna, połączenie Majdan – Balnica

Ale największa atrakcja Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej to widoki, które roztaczają z kolejki się na park krajobrazowy. Trasa kolejki wiedzie dolinką Solinki. Tory raz wiodą po jednej, raz po drugiej stronie rzeki, dzięki czemu cały czas widać i góry i górski potok i las. Dużo ładnych krajobrazów widać też dzięki temu, że przy torach znajduje się sporo polanek. I właśnie z tego powodu jak najbardziej polecam wszystkim wycieczkę kolejką. Chociaż przyznam szczerze, że kultura podróżnych trochę pozostawiała do życzenia. Kilka osób nie miało problemów, żeby przepychać się żeby zrobić lepsze selfie. No i jedzie się jednak w zatłoczonym wagonie, więc akurat bieszczadzkiej ciszy w kolejce nie doświadczymy.

Żubry w zagrodzie pokazowej w Mucznem
Żubry w zagrodzie pokazowej w Mucznem

Pokazowa zagroda żubrów w Mucznem

Nie tyko w Puszczy Białowieskiej mieszkają żubry. Są również w Bieszczadach. Żubry zostały sprowadzone w Bieszczady w latach 60-tych XX wieku, kiedy odtwarzano ich populację, która niestety nie przetrwała w naturze. Na szczęście liczba bieszczadzkich żubrów przekracza obecnie 300 osobników. Kilka żubrów można oglądać w zagrodzie pokazowej, która znajduje się w Mucznem, a w zasadzie 2 kilometry przed Mucznem. Żubry mają tu do dyspozji duży ogrodzony teren. Zaś dla wygody turystów są dwa tarasy, położone nad zagrodą, z których można oglądać żubry. Zagrodę można oglądać bez żadnych opłat. Jest otwarta w godzinach 9 – 19. Ale podobno wcale nie jest rzadkie spotkanie żubrów poza zagrodą. Sami żubrów na wolności nie zobaczyliśmy, ale spotkaliśmy innych turystów, którzy o takim przypadku nam opowiadali.

Bieszczady, panorama gór z punktu widokowego koło Lutowisk
Bieszczady, panorama gór z punktu widokowego koło Lutowisk

Punkt widokowy w Lutowiskach

Wszystkim przejeżdżającym przez Lutowiska polecam zatrzymać się przy oznaczonym pukncie widokowym. Kiedy jedzie się od strony Ustrzyk Dolnych w stronę Ustrzyk Górnych, punkt widokowy znajduje przed Lutowiskami. Z tego punktu roztacza się piękna panorama na Bieszczady Wysokie. Widać między innymi Tarnicę, Halicz, Krzemień. Ponieważ byłem w Bieszczadach pierwszy raz, nie dałbym rady oczywiście wyróżnić tych szczytów w panoramie. Na szczęście na miejscu jest do dyspozcji doskonale opisana panorama. My natknęliśmy się na ten punkt widokowy trochę przypadkiem, po prostu zauważyliśmy przy drodze zatoczkę z małym parkingiem. No i naprawdę ucieszyłem z tego, jaką niespodzianką był ten przystanek. Wystarczy 10 – 15, żeby nacieszyć oczy piękną bieszczadzką panoramą.

Rzeka San, widok ze ścieżki z Tarnawy Niżnej do Dźwiniacza Górnego. Po drugiej stronie rzeki już Ukraina.
Rzeka San, widok ze ścieżki z Tarnawy Niżnej do Dźwiniacza Górnego. Po drugiej stronie rzeki już Ukraina.

Szlak z Tarnawy Niżnej do Dźwiniacza Górnego

A teraz jedna z najlepszych wycieczek, jakie odbyliśmy po Bieszczadach. Chodzi mianowicie o szlak z Tarnawy Niżnej do cmentarza w Dźwiniaczu Górnym. Szlak ma długość około 4 kilometrów w jedną stronę. Co ważne, idzie się praktycznie po płaskim terenie wdłuż Sanu, wyznaczającego granicę z Ukrainą.

Kiedy jechaliśmy na pierwszą górską bieszczadzką wycieczkę na szlak na Bukowe Berdo, który zaczyna się we wsi Muczne, wydawało mi się, że trudno sobie wyobrazić jakiś większy koniec świata w Polsce niż właśnie Muczne. Byłem w błędzie. Otóż droga nie kończy się w Mucznem i prowadzi sobie jeszcze dalej. 5 kilometrów dalej dojeżdza się do wsi Tarnawa Niżna. W Tarnawie Niżnej zaczyna się znakowany na zielono szlak ze ścieżką historyczno-przyrodniczą, prowadzącą do starego cmentarza w Dźwiniaczu Górnym.

Jedna z kapliczek przy drodze na cmentarz w Dźwiniaczu Górnym
Jedna z kapliczek przy drodze na cmentarz w Dźwiniaczu Górnym

Bieszczady – region z trudną i smutną historią

Bieszczady to nie zawsze był obszar wypełniony terenami z dziką przyrodą. Przed II wojną światową poziom zalesienia wynosił w Bieszczadach niewiele ponad 30% (dziś jest to ponad 90%). Bieszczady były pełne małych wiosek, zamieszkanych przez grupę etniczną Bojków. Po wojnie Bojkowie zostali przesiedleni, a mnóstwo wsi praktycznie przestało istnieć. Dziś w zasadzie nie ma w Bieszczadach mieszkańców, których przodkowie mieszkaliby tu przed wojną.

Cmentarz w Dźwiniaczu Górnym
Cmentarz w Dźwiniaczu Górnym

Jedną z wielu takich nieistniejących dziś wsi jest Dźwiniacz Górny. Nie zachowały się tu żadne zabudowania, z wyjątkiem kilkunastu nagrobków na dwóch parafialnych cmentarzach oraz kilku przydrożnych kapliczek. Trudno to w ogóle zrozumieć, czemu się dzieje tak, że zmusza się ludzi, którzy nikomu nic złego nie zrobili, do opuszczenia swoich domostw i rodzinnych stron. Wszystkich, co do jednego. Dzisiaj miejsca, gdzie były zagrody, można poznać w zasadzie tylko po gatunkach drzew, które rosły przy domostwach. Cmentarz w Dźwiniaczu jest otoczony widoczną z oddali kępą starych wysokich drzew. Napisy na prawie wszystkich nagrobkach są wyryte cyrylicą. Miejsce ma niesamowity magiczny klimat.

Ścieżka z Tarnawy Niżnej do Dźwiniacza Górnego to nie tylko atrakcje o charakterze historycznym. Idzie się przepiękną okolicą, nad wyznaczającym granicę Sanem. Z jednej strony rzeka, za rzeką Ukraina, z drugiej strony łąki i widoki na szczyty Bieszczad. No i prosta trasa, dostępna dla każdego. Ścieżka jest mało uczęszczana. W trakcie majówki spotkaliśmy pojedyncze osoby.

Jedne z nielicznych nagrobków, które zachowały się na cmentarzy w Dźwiniaczu Górnym
Jedne z nielicznych nagrobków, które zachowały się na cmentarzy w Dźwiniaczu Górnym

Śladami serialu Wataha

Kiedy wróciliśmy do Tarnawy Niżnej, powiedziałem do wszystkich tak: “Ej, chodźmy do tego baru. Nie ciekawi Was, jak wygląda taki bar na krańcu wszystkiego?”. No i weszliśmy. Kupiliśmy tam wodę, chrupki i lizaka. Moją uwagę zwrócił wiszący na ścianie plakat, reklamujący serial Wataha, z podpisami aktorów grających w serialu. No i zagadnąłem Pana właściciela, gdzie tu w okolicach kręcili odcinki serialu. No i okazało się, że stoimy właśnie w centrum wydarzeń. W barze, w którym właśnie byliśmy, kręcili scenę z pierwszego odcinka, imprezę pożegnalną Siwego. Pan zwrócił też uwagę na dwóch innych typów, którzy byli w tym czasie w barze. Okazało się, że są to prawdziwi pogranicznicy, czyli pracownicy straży granicznej. Pokazał nam też kotłownię, gdzie kręcili ważną scenę z drugiego sezonu.

Chatka Rebrowa z serialu Wataha
Chatka Rebrowa z serialu Wataha

Chatka Rebrowa

Pan z baru w Tarnawie wskazał nam miejsce, gdzie znajduje się chatka, gdzie w drugim sezonie ukrywał się Rebrow. Żeby dotrzeć do chatki Rebrowa, trzeba zatrzymać się na drodze przed Tarnawą Niżną w miejscu oznaczonym jako punkt widokowy. Na ten punkt widokowy idzie się koło 20 minut. Widok z punktu widokowego jest mocno średni, ale za to dodatkową atrakcją jest możliwość zobaczenia kryjówki Rebrowa.

Dodam, że kiedy jechaliśmy z Warszawy w Bieszczady, kilkanaście kilometrów przed Lutowiskami zatrzymała nas straż graniczna do kontroli. A działo się to o pierwszej w nocy. Pytaliśmy też miejscowych, czy przemyt ludzi rzeczywiście ma miejsce. I podobno tak rzeczywiście jest. Mam wrażenie, że świat Bieszczad przedstawiony w serialu Wataha nie odbiega tak bardzo od rzeczywistości. Nawet przeciwnie, wiernie oddaje klimat tutejszego pogranicza.

Graniczna rzeka San. Po prawej Polska, po lewej Ukraina.
Graniczna rzeka San. Po prawej Polska, po lewej Ukraina.

Wilcza Jama w Smolniku

Restauracja Wilcza Jama też pojawiła w Watasze w scenie rozmowy pani prokurator z Markowskim. Ale Wilcza Jama to atrakcja sama w sobie. To jedna z najbardziej znanych restauracji w Bieszczadach, słynąca z kuchni myśliwskiej. Zresztą kultura myśliwska przewodzi nie tylko w kuchni, ale też w wystroju. Nie jestem fanem myślistwa, ale też nie podzielam opinii, że myślistwo to samo zło. To, co w myślistwie najlepsze, znajdziecie właśnie w Wilczej Jamie.

My mieszkaliśmy w drewnianych domkach wynajmowanych przez właścicieli restauracji, więc stołowaliśmy się tam codziennie i na śniadanie, i na obiadokolację. W godzinach popołudniowych zawsze obserwowaliśmy kolejkę chętnych, która czekała na to, aż zwolni się jakiś stolik. To dużo świadczy o jakości kuchni. Ja ze swojej strony potwierdzam, choć amatorzy wegańskich dań nie znajdą tu zbyt szerokiego wyboru dla siebie.

Ostatniego dnia, kiedy wyjeżdżaliśmy, w Wilczej Jamie odbywał się koncert kapeli Bojkowskiej Na Drabinie. I za to należą się ode mnie dodatkowe plusy. Koncert był świetny. Kapela grała żywiołową muzykę ludową. Ludzie aż zrywali się do tańca, z naszą Hhabiówną na czele 😉 Brawa dla muzyków za kultywowanie tradycji w takim widowiskowym stylu.

Torfowiska w Tarnawie Wyżnej. Widok na Bieszczady Wysokie.
Torfowiska w Tarnawie Wyżnej. Widok na Bieszczady Wysokie.

Bieszczady, torfowisko Tarnawa

Droga prowadząca z Mucznego nie kończy się w Tarnawie Niżnej. Można jechać nią jeszcze dalej. Kilka kilometrów za Tarnawą Niżna znajduje się parking przy torfowiskach Tarnawa. Przy parkingu znajdują się dwa krótkie szlaki wytyczone przez torfowiska. My z braku czasu obeszliśmy tylko krótszy 300-metrowy szlak. Ścieżka jest wytyczona drewnianą kładką. Z torfowiska roztacza się przepiękna panorama na wysokie bieszczadzkie szczyty (widać Halicz, Krzemień i Bukowe Berdo). Panorama jest pierwszorzędna, dużo lepsza niż z punktu widokowego przy chatce Rebrowa. Zresztą w ogóle widoki z drogi z prowadzącej z Tarnawy Niżnej do torfowisk są warte tego, żeby tu przyjechać.

Warto pamiętać, że zarówno Torfowisko Tarnawa, jak również szlak z Tarnawy Niżnej do Dźwiniacza Górnego są włączone do Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Dlatego trzeba kupić bilet wstępu. Można kupić w Tarnawie Niżnej. Zakupiony bilet będzie ważny zarówno na torfowisku jak i na ścieżce do Dźwiniacza.

Bieszczady to nie tylko górskie szlaki

Bieszczady okazały się dobrym miejscem dla naszej rodziny. Udało się pochodzić po górach. Ale największą niespodzianką było mnóstwo atrakcji, które w łatwy sposób są dostępne dla małych dzieciaków. Najlepsze jest to, że duża część tych atrakcji (poza Bieszczadzką Kolejką Leśną i Wilczą Jamą) nie jest oblegana przez turystów, nawet w okresie majówkowego szczytu. A przecież pewnie i tak odkryliśmy część bieszczadzkich tajemnic i jeszcze wiele przed nami do odkrycia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.