Przejdź do treści

Łemkowyna – biegiem przez Beskid Niski

Zdjęcia, zrobione przez samego mistrza, Piotra Dymusa

Czy są w Polsce jacyś fani biegów górskich, którzy nie słyszeli o Łemkowynie? Nie sądzę 🙂 Łemkowyna to 150 kilometrowy bieg, wiodący przez Beskid Niski. Tematem przewodnim biegu jest oczywiście historia Łemków, którzy zamieszkiwali te tereny. Ta otoczka w mojej opinii dodaje tej imprezie tajemniczości i wyjątkowości. Bardzo fajnie tę atmosferę pokazują oficjalne filmiki, podsumowujące poprzednie edycje imprezy.

Łemkowyna Ultra Trail – filmik podsumowujący edycję z 2015 roku

Łemkowyna – zapisy

W sierpniu 2021 roku udało mi się przebiec pierwszy bieg górski – dystans 45+ na Ultramaratonie Magurskim. Potem we wrześniu przebiegłem Maraton Warszawski. Ten maraton był też oczywiście fajną imprezą, ale okazało się, że emocje, które towarzyszą biegowi góskiemu, są znacznie bardziej intensywne. To pewnie kwestia kilku czynników: udział w biegu góskim to cała wyprawa, w przeciwieństwie do biegu ulicznego, który toczy się gdzieś niedaleko domu. Dodatkowo, bieg górski to niesamowita okazja na kontakt z przyrodą i na podziwianie wspaniałych widoków. To też rodzaj biegu, który trwa dłużej, więc zmęczenie też jest większe. Tak czy inaczej, po Maratonie Warszawskim doszedłem do wniosku, że biegi górskie to jest coś, czego chciałbym jeszcze nie raz spróbować. No i nagle, na Facebooku wyświetliła mi się reklama Łemkowyny, że impreza odbywa się w październiku. Okazało się, że można się jeszcze zapisać. Zastanawiałem się pół dnia – i ciach, już byłem na liście startowej dystansu Łemko Maraton 48.

Łemkowyna Ultra Trail

Jest kilka powodów, które sprawiają, że ta impreza biegowa jest wyjątkowa. Oczywiście historia Łemków jest jednym z nich, ale nie jedynym.

W większości biegów start i meta są w tym samym miejscu, a trasa ma kształt pętli. Na Łemkowynie jest inaczej: biegnie się wzdłuż pasma Beskidu Niskiego, z zachodu na wschód. Główny dystans – Łemkowyna Ultra Trail 150 km – wiedzie trasą Głównego Szlaku Beskidzkiego, z Krynicy do Komańczy. Drugi co do długości dystans – Łemkowyna Ultra Trail 100 km – też zaczyna się w Krynicy, ale meta znajduje się w Iwoniczu Zdroju. Trzeci dystans – Łemkowyna Ultra Trail 70 km – startuje w Chyrowej i metę ma w Komańczy. Czwarty dystans – Łemko Maraton 48 km – startuje w Iwoniczu Zdroju, z metą w Komańczy. I ostatni, najkrótszy dystans – Łemko Trail 30 km – startuje w Puławach, z metą również w Komańczy. Takie sformatowanie tras biegu powoduje wiele utrudnień dla organizatorów. Ale organizatorzy zdają tutaj egzamin wzorowo: są zapewnione busy kursujące pomiędzy punktami startowymi a metami, jak również możliwość pozostawienia na starcie depozytu i odebrania go na mecie. Po takim liniowym biegu, kiedy człowiek wraca w okolice mety, aż ciężko samemu uwierzyć, że się przebiegło taki kawał drogi 🙂

Błoto i jesień

Innym wyróżnikiem Łemkowyny jest błoto. Główny Szlak Beskidzki na terenie Beskidu Niskiego ma taką charakterystykę, że na wielu odcinkach jest zabłocony. Meta jest wyposażona w specjalne myjki, żeby można było zmyć z siebie błoto 🙂 Z kolei w regulaminie jest zapis, że żeby wsiąść do busów kursujących pomiędzy punktami startowymi a metami, trzeba być czystym od błota 🙂 Tego błota dosyć się bałem. Dla wielu uczestników to atrakcja, ale ja nie lubię się mazać w takiej brei.

No i jeszcze jeden wyróżnik Łemkowyny to przyroda. Słuchajcie, dla mnie krajobrazy Beskidu Niskiego to jest po prostu top. A w przypadku Łemkowyny jet tak, że mamy do czynienia z pełnią jesieni. Lasy na okolicznych górach wyglądają kosmicznie pięknie. Choć są też minusy jesieni: szlak jest przykryty warstwą liści. I czasami przykrywają jakieś nierówności czy doły, dlatego trzeba uważać, żeby sobie nogi nie wykrzywić.

Zainteresowanym Łemkowyną bardzo polecam podcast Black Hat Ultra, przeprowadzony z organizatorami. Domyślałem się, że organizacja takiego biegu to masa roboty, ale mimo wszystko nie spodziewałem się, że jest to aż tak skomplikowane. Ta rozmowa była bardzo ciekawa – polecam do odsłuchania na słuchawkach podczas jakiegoś treningu.

Podcast Black Hat Ultra, wywiadz organizatorami Łemkowyny.

Łemko Maraton 48: przygotowania do startu

Biegi górskie wymogły na mnie poczynienie pewnych inwestycji. Już przed Ultramaratonem Magurskim kupiłem plecak biegowy – przynajmniej tę rzecz już miałem. Przed Łemkowyną musiałem dokupić kolejne dość drogie rzeczy. Pierwsza kwestia wiązała się ze zorganizowaniem odpowiednich butów. Poprzedni bieg górski przeleciałem w asfaltówkach – odciski goiły się chyba miesiąc. W sklepie z butami zakupiłem buty Salomon Speedcross. Te buty miały bardzo agresywny bieżnik, niczym jak opona od traktora 🙂 Chodziło tutaj o zabezpieczenie się przed tym słynnym błotem. Drugi dość drogi zakup wiązał się z zakupem wiatroodpornej i deszczoodpornej kurtki. Łemkowyna jest organizowana w drugiej połowie października i warunki pogodowe w tym okresie są nieprzewidywalne. To najważniejsze rzeczy, jeśli chodzi o przygotowania sprzętowe.

A co z treningiem? Wrześniowy Maraton Warszawski dał mi porządnie w kość i dość długo dochodziłem do siebie. No ogólnie nie biegałem zbyt dużo w październiku przed tą Łemkowyną. Limit czasu na Łemko Maraton 48 to 8 godzin. Według moich obliczeń to powinno wystarczyć, ale ten limit mimo wszystko wydawał mi się dość bliski granicy moich możliwości. No nic, liczyłem na to, że forma pozwoli po prostu ukończyć bieg w limicie.

Na starcie Łemko Maraton 48

Start Łemko Maraton ma miejsce w Iwoniczu Zdrój. Udało mi się zarezerwować jakiś pokój w hotelu. Co więcej, udało mi się namówić żonę na to, żeby pojechała tam za mną. To musiał być wyraz miłości do mnie, biorąc pod uwagę jej poziom zainteresowania biegami górskimi 🙂 W piątek po robocie zabraliśmy dzieciaki i wyruszyliśmy do Krosna. Na szczęście dzieciaki zostawiliśmy po drodze u Babci, więc czekała nas doba bez dzieci, co już samo w sobie było turbo atrakcją 🙂 Trochę się spieszyliśmy, żeby zdążyć do Krosna przed 22:00, żeby nie musieć rano przed startem jechać do Krosna po pakiet. Udało się zdążyć, i nawet kupiłem sobie jeszcze komin, w którym następnego dnia pobiegłem bieg 🙂

Po odbiorze pakietu, pojechaliśmy jeszcze poszukać jakiejś otwartej knajpki w Krośnie, żeby coś zjeść. Tak trafiliśmy na mega uroczy rynek. Pierwszy raz byliśmy w Krośnie, i chociaż spacerowaliśmy już ciemną nocą po starówce, to klimat miasta bardzo nam się spodobał.

Następnego dnia poszedłem sobie z hotelu na start, zaplanowany na godzinę 8:30. Przez starty co chwila przebiegali zawodnicy z dystansu ŁUT 70. Widok takich zawodników na maksa podkręcał atmosferę i adrenalinę. Pogoda była super: temperatura koło 6 stopni, bezwietrznie i słonecznie. Zapowiadał się super bieg.

Łemkowyna, widoki - jak dla mnie to klasa światowa
Łemkowyna, widoki – jak dla mnie to klasa światowa

Na trasie Łemko Maraton 48

Plan na bieg miałem taki, żeby nie cisnąć szybko, ale za to be przestojów i w miarę równym tempem. Chociaż takie biegi górskie trwają dość długo, to jednak czas w trakcie takich biegów płynie dość szybko. Po pokonaniu pierwszej górki zbiegliśmy do Rymanowa. Z kolei po pokonaniu drugiej górki, na biegaczy czekało kilka kilometrów asfaltu, którym dobiegliśmy do Puław Górnych. W Puławach Górnych był zorganizowany pierwszy punkt odżywczy na trasie Łemko Maraton 48. Energia na punkcie była wspaniała. Z głośników leciał któryś z przebojów Daft Punk. Wolontariusze pomagali zawodnikom i wspierali ich dobrym słowem. Jednak na punkcie w Puławach nie spędziłem dużo czasu, wziąłem sobie jakieś smakołyki do jedzenia w łapę i ruszyłem na trasę.

Za Puławami Górnymi na odcinku aż do Komańczy praktycznie nie ma cywilizacji. Prawie 30 kilometrów samej natury. Ten odcinek był wyjątkowo piękny i spektakularny. Na tym odcinku czekało nas podejście pod najwyższy punkt na trasie, czyli Skibce 776 m n.p.m. Troszkę mnie to podejście zmęczyło, ale na szczęście potem biegło się grzbietem – nie było już takich różnić wysokości. Na koniec tego odcinka czekał nas zbieg do Chaty w Przybyszowie, gdzie był zlokalizowany drugi punkt odżywczy. Tym razem punkt był bardziej kameralny, ale wybór picia i jedzenia był również duży.

Ostatnie kilometry

Za punktem w Przybyszowie czekało nas już tylko 13 km 🙂 Muszę powiedzieć, że do tego punktu leciało mi się bardzo dobrze. Ale niestety za tym punktem z każdym kilometrem nogi były już w coraz gorszym stanie. Bolały mięśnie, ścięgna, i co tam jeszcze może w nogach boleć. Na szczęście miałem lekki zapas czasu, i wiedziałem, ze na mecie bez problemu zmieszczę się w limicie czasu. Na tym odcinku czekał nas niezalesiony wierzchołek Wahalowskiego Wierchu – również przepiękny odcinek. Czym bliżej Komańczy, tym bardziej czułem ból w nogach i tym trudniej mi było się poruszać. Ale starałem się myśleć o pokonywaniu najbliższych krótkich odcinków i jakoś doleciałem do Komańczy. W Komańczy zmuszałem się, żeby jeszcze jakoś biec no i w końcu dotarłem do mety 🙂 Ostateczny czas to 7 godzin i 8 minut. Byłem bardzo zadowolony, bo w sumie odległość od limitu 8 godzin była całkiem bezpieczna.

Warunki na trasie

Jeśli chodzi o ilość błota, to mi się wydawało, że jednak trochę go było. Ale starsi bywalcy Łemkowyny twierdzili, że praktycznie nie było go wcale XD. Nowe buty spisały się na trasie moim zdaniem bardzo dobrze – nie miałem żadnego odcisku. Swoje chyba zrobiły też specjalne skarpety, które kupiłem na ten bieg. Pogoda była wyśmienita, chociaż niedługo po tym, jak dotarłem do mety, zaczęło padać. Trasa była świetnie oznaczona. Wolontariusze odwalili masę roboty i mega wspierali biegaczy. Zaopatrzenie punktów było znakomite i niczego nie brakowało. Na trasie mojego dystansu było ponad 200 osób. Dzięki temu często się widziało jakichś zawodników w zasięgu wzroku, szczególnie, że wyprzedziło mnie trochę osób z dystansu ŁUT 70 🙂 Kibice na trasie też dopingowali. A kiedy już w Komańczy słyszałem doping dzwonków pasterskich – medali, to czułem się naprawdę niesamowicie.

Warto jeszcze wspomnieć o rezultatach pracy fotografów – ja się odnalazłem tylko na jednym zdjęciu, ale przyznacie, że tło na tym zdjęciu jest wyjątkowo piękne 🙂

Łemko Maraton 48 – podsumowanie

Czy jeszcze wystartuję kiedyś na Łemkowynie? Tak, bardzo chcę spróbować dłuższego dystansu i mam nadzieję, że w 2022 roku się to uda. Bieg ma wyjątkową atmosferę i polecam go każdemu przy wielu okazjach 🙂 Ten wpis piszę 8 miesięcy po biegu – wciąż często wspominam ten bieg, szczególnie, jak potrzebuję pomyśleć o czymś miłym. Tymczasem, organizatorzy zapewnili jeszcze jedną pamiątkę w postaci filmiku, do którego również lubię wracać, żeby poczuć klimat imprezy.

Filmik podsumowujący imprezę Łemkowyna 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.